Tag Archives: kultura współczesna

Ich-Ideal

31 Paźdź

W rozmowie z Josephem Burnettem opublikowanej w „The Qietus” Kuba Ziołek aka Stara Rzeka poruszył ważny temat wyobrażeniowej relacji pomiędzy polskimi artystami i zachodnimi. Oto obszerniejszy przekład tego fragmentu rozmowy:

JB: Jak w zeszłym roku byłem na festiwalu OFF w Katowicach, duże wrażenie zrobiła na mnie [wysoka] jakość i różnorodność lokalnych zespołów, pomyślałem jednak sobie, że szkoda, iż często ustawiano je stosunkowo wcześnie [w programie] w porównaniu z wielkimi amerykańskimi czy brytyjskimi zespołami. Jak zapatrujesz się na polską scenę muzyczną? Czy uważasz, że polskim projektom (acts) jest trudniej zdobyć uznanie (recognition), na które zasługują?

JZ: To świetnie, że zwróciłeś uwagę na fakt, że polskie zespoły nie są traktowane  z szacunkiem, na jaki zasługują. To rezultat służalczej mentalności i kompleksu niższości. Brytyjskie i amerykańskie zespoły są postrzegane jako wielcy panowie (lords), którzy czynią łaskę Polsce, zaszczycając nasz mały kraj samą swą obecnością. Zobacz, jak wyglądają liczby: My Bloody Valnetine otrzymuje 150 000 Euro za tegoroczny koncert na OFF Festiwalu, podczas gdy mój zespół Hokei otrzymuje 500 Euro (a to w znacznej mierze pieniądze publiczne). Stara Rzeka gra o 16.00. Wyobraź sobie dronowo-black metalowy rytuał w pięknym sierpniowym słońcu w obecności – z uwagi na tak wczesną godzinę – jedynie piętnastu osób. Na tym polega prawdziwy problem z wielkimi festiwalami, ponieważ również koncerty klubowe, jak i organizatorzy małych festiwali cierpią z powodu bezmyślności polityki wielkich festiwali.”

Doskonale pasującym komentarzem jest cytat ze Slavoja Žižka, jaki znalazłem w książce Janka Sowy Fantomowe ciało króla. Podstawcie sobie zamiast „demokracji” „muzykę” lub „sztukę”:

Europa Wschodnia funkcjonuje dla Zachodu jako ideał ja (Ich-Ideal): jest punktem, z którego Zachód widzi sam siebie w wyidealizowanej, atrakcyjnej formie jako wart miłości. Przedmiotem fascynacji Zachodu jest więc spojrzenie, a dokładniej – w założeniu naiwne spojrzenie, którym Europa Wschodnia wpatruje się w Zachód zafascynowana jego demokracją. To tak jakby spojrzenie Wschodu wciąż dostrzegało w społeczeństwach zachodnich ich agalmę  – skarb, który jest przyczyną demokratycznego entuzjazmu i po którym na Zachodzie pozostało jedynie wspomnienie” (s. 23).

Oraz w innym miejscu tej samej książki:

Jeden z podstawowych mechanizmów ideologicznej legitymizacji polega na potwierdzeniu istniejącego porządku poprzez przedstawienie go jako realizacji marzenia, jednak nie naszego marzenia, ale marzenia Innego, marzenia zmarłych przodków, marzenia przeszłych pokoleń. (…) To przejście przez umarłego Innego jest niezbędne, aby ideologiczna legitymizacja teraźniejszości dawała pożądany efekt” (s. 278).

W tym wypadku Inny jest jednak całkiem żywy, a przynajmniej ożywiony: ideologiczne uzasadnienie organizacji „wielkiego” festiwalu muzycznego opiera się na ściągnięciu „gwiazd” „stamtąd”. „Tutaj” nie ma właściwych gwiazd, a jedynie ich podróbki, surogaty. Takim ożywionym innym może być reaktywowany projekt (zespół) postrzegany z perspektywy historycznej, a zwłaszcza geograficznej jako niebotyczna gwiazda. W innych przypadkach takim Innym mogą być „klasyczni artyści”, „właściwe style muzyczne”, „kultowe wytwórnie” itd.

Rezultatem jest samospełniająca się przepowiednia: „wielkie zachodnie gwiazdy” są wielkie, przychodzi na nie wiele ludzi, więc należy wstawiać je w odpowiednim miejscu programu. Polskie zespoły są gorsze i nie przyciągają tylu zainteresowanych, więc wstawia się je w gorsze miejsca.

Przepis na samoodtwarzanie (pół)peryferyjnego porządku. I na neokolonialną świadomość.

 

Stara rzeka na osłodę:

Reklamy

Retromania / długa teraźniejszość

22 Maj

Podczytuję Retromanię Simona Reynoldsa (tutaj i tutaj, a tutaj blog autora), książka (jak na razie) jest bardzo ciekawa i pewnie jeszcze będę do niej wracał.

Jedna z głównych tez mówi tyle, że nigdy w historii nie zaistniało tak zintesyfikowane, masowe nastawienie na przywoływanie, wskrzeszanie i przeżywanie na nowo stosunkowo bliskiej przeszłości. Ilustracje Reynoldsa są bardzo obszerne i wszechstronne, nie obejmują wyłącznie muzyki. Przywołam tylko jedną, podawaną przez autora za Bilboardem. Sonic Youth zgodzili się po namowach na koncerty polegające na odgrywaniu materiału z jakiejś klasycznej płyty – kopia płyty tyle, że na żywo, te same kawałki, ta sama kolejność etc. W tym przypadku odgrywanym klasykiem była płyta Daydream Nation z 1988 roku.  Na pojedynczym takim odegraniu w 2007 roku (czyli na jednym koncercie) zespół zarabiał więcej niż rok wcześniej na całej trasie koncertowej promującej płytę Rather Ripped.

Reynolds podkreśla osobliwości tej wszechobecności historii, jej ciągłe odgrywanie na rozmaite sposoby, czy dziwaczną koegzystencję form i stylistyk wywodzących się z różnych czasów, miejsc i kontekstów.

Nie podważając w żadnej mierze jego rozważań, przychodzi mi do głowy symetryczna hipoteza wyjaśniająca przypadek Sonic Youth i inne podobne. Zamiast „retromanią” nazwę to to zjawisko „długą teraźniejszością„. Otóż, nie tylko zagęszczona i wszechstronna obecność niedawnej historii jest osobliwością w ludzkich dziejach. Osobliwością, nieco tylko starszą, jest niezwykłe tempo zmian, powodujące, że środowisko kulturowe, w które wchodzimy poprzez socjalizację na naszych oczach przekształca się i znika. „Wszystko, co trwałe rozpływa się w powietrzu”. Albo jak mówi Zygmunt Bauman, płynna faza nowoczesności powoduje, że indywidualne projekty życiowe są trwalsze niż ich instytucjonalne rusztowanie.

Toteż, kariera starych płyt, koncertów sprzed lat, czy innych gwiazd młodości, może wywodzić się z potrzeby kompensowania zbyt szybko zachodzących zmian, kulturowej czkawki. Nowe media, a właściwie kultura nowych mediów umożliwia to na skalę wcześniej niespotykaną. Usiłujemy ustabilizować sobie otoczenie, wrócić do tego, co swojskie i znajome. Sęk w tym, że robi to równolegle nazbyt dużo ludzi i tworzy się nadmiar konkurencyjnych stabilizacji.

Długa teraźniejszość to wykorzystanie środków obcej kultury, by jej obcość oswoić i zamienić w teraźniejszość, w którą się wchodziło (enkulturowało, socjalizowało).

Ale, zgodnie z duchem wywodu Reynoldsa, to oczywiście nie zmienia problemu tego, co dzieje się w z kulturą, w której wszyscy, ale każdy z osobna, stali się archiwistami.