Archiwum | Uncategorized RSS feed for this section

Shaolin shooting finger

27 Wrz

Sporo zmian sprzętowych w przeciągu ostatnich dwóch trzech miesięcy z hakiem, sporo prób z różnymi konfiguracjami i mało czasu, żeby to podsumować. Wychodzi też zmęczenie materiału (czyli instrumentu pomiarowego, czyli mnie).

Od końca: ten strzelający palec z tytułu zahaczył o igłę w gramofonie podczas przekładania białego winyla Zoli Jesus, a w rezultacie ją złamał. Tak przyspieszyło się nieuchronne i planowane (ale na później) zadziałanie wokół wkładki/igły.

Płyta nagrobkowa dla amatorów czarnych placków

Podobno są oczekiwania na informacje o płytce. Otóż, gramofon nie miał w ostatnich kilkunastu miesiącach łatwego życia: poleżał zapakowany na szafie, przez jakiś czas stał na wzmacniaczu, wreszcie znalazł własne miejsce, a później na dodatek otrzymał osobistą płytkę nagrobkową, tj. granitową podstawę. I gra ona.

Taka izolacja od drgania otoczenia poprawiła w zasadzie wszystkie aspekty muzyki (Ziemek świadkiem): polepszyła się dynamika, dźwięki stały się wyraźniejsze, barwy urozmaiciły. Kraftwerk oraz LCD Soundsystem ładnie i z większą werwą zaczęli wybijać rytm i zniknęła taka „analogowa” guma do żucia, która się ciągnęła. Sporym pozytywnym zaskoczeniem było również odsłuchanie Starving Weirdos „Land Lines”. Przedtem na tej płycie dominowała miła, płynąca magma dźwiękowa. Podłożenie granitu zróżnicowało magmę i pokazało, że składa się ona z rozmaitych odrębnych dźwięków (i miło jest nadal!). Swoją drogą, płyta bardzo fajna i bardzo odmienna od reszty dorobku tej grupy:

 

Wzmacniacz strychem pachnący

Strychem, szafą, piwnicą, czy czymś w tym rodzaju. Spośród jego wad to jedna z dwóch. Druga: brak pilota. A 1 poszedł w świat i dołączył (z sukcesem) do (byłych moich) Tannoyek. Jego miejsce, dzięki uprzejmości Ziemka, zajął stary NAD 3240 PE. Początek nie był obiecujący, bo na dużych kolumnach było za ostro na górze. Sporo później okazało się, że zadziałała wcześniej wypróbowana sztuczka – zamieniłem kable głośnikowe na Melodikę. I szok. Jak to wszystko ładnie, ciepło i kolorowo zagrało. Jak zwykle sprawdzałem na mydle i powidle: Astral Social Club – jakie przyjemne, mieniące się barwami rytmiczne hałasowanie:

Serge Gainsbourg – bardzo fajnie. Luise Attaque – akustyczna gitara na samym początku płyty wyrwała z trampek. Przy Sonic Youth zacząłem się zastanawiać, czy nie jest zbyt ładnie i przyjemnie (w końcu trochę hałasują) – zawsze trzeba trochę pomarudzić. Niestety dobre było chwilowe z dwóch powodów. Pierwszy – kable za krótkie, roboczo mogłem je na chwilę podpiąć i na tym koniec. Drugi, różnica w podpinaniu obu wzmacniaczy do Tonsili wypada zdecydowanie na korzyść 3240 (więc z dużymi kolumnami została 320). Większe zróżnicowanie barw, bardziej otwarta, ale nie jazgocząca góra. 320 okazała się tu bardziej matowa, co czasami dawało się bardziej we znaki, na przykład na Mind Over Mirros:

Konkluzje są takie: Jestem już zmęczony słuchaniem sprzętu. Sęk w tym, że jak coś nie gra, to trudno słuchać muzyki. Jak wcześniej pisałem, Tonsile nie do końca są moim typem dźwięku. Być może najbardziej uwiera mnie to, że nie są dobrą opcją na rockowe ściany dźwięku, mimo, że nie słucham wcale wielu takich płyt (tym bardziej wieczorami). Więc może, to nie jest najgorszy kompromis. Gdzieś wyczytałem kiedyś opinię, że Tonsile Fiesta (Sat – tutaj) dobrze łączą się z NAD-em. Potwierdzam, ze zdecydowanym wskazaniem na starego 3240. Staję się fanem Melodiki. W tym zestawie łączówka Real Cable, która kiedyś tak ładnie poradziła sobie z A 1 nie zdała egzaminu i Purple Rain (czyli Melodika) wypada zdecydowanie lepiej. I jeszcze śmieszna rzecz na koniec: piszę o tym jak grają kable i płyta granitowa nawet, ale różnic w brzmieniu podłączanych odtwarzaczy cd to nie słyszę (albo prawie nie)!