Tag Archives: Małe instrumenty

Małe Walce w pralce

8 Lip

Blog ostatnio zimował zmrożony ilością pracy, korzystam więc z wolnego momentu przy komputerze, bo sprawa ważna: Małe Instrumenty gromadzą fundusze na nową płytę „Walce w walce”, można wesprzeć ich w tych staraniach na portalu Polak potrafi.

Czasu już zostało mało – projekt trwa do 10 lipca, a wesprzeć warto, bo nie da się ukryć, że nawet w powodzi dobrych wydawnictw muzycznych w Polsce w ostatnim czasie, Małe Instrumenty wybijają się pomysłowością, humorem, przepięknymi wydaniami swoich płyt i starannym dopracowaniem wszystkich swoich projektów.

Za finansowe wsparcie nowego wydawnictwa można w dobrych cenach uzyskać dotychczasowe (i przyszłe) wydawnictwa Małych Instrumentów. WSPARACIE TUTAJ!

A tutaj można posłuchać:

Z „Samoróbki”:

 

Z Antonisza:

 

I z „Katarynki”:

 

Reklamy

Jesienny wysyp

25 List

Posypało się świetnych płyt na jesień. Plany były ambitne, żeby o każdej coś napisać, ale nie wiem, czy to wyjdzie, a jeśli tak, to kiedy. Siedzę głównie nad dokumentami z KRK (jak ktoś nie zna tego skrótu, to jest po właściwej stronie linii oddzielającej piekło i biurokrację od normalnego świata), na drugim blogu chcę dokończy sprawozdanie z wykładów kopernikańskich, powoli popycham do przodu książkę (zbyt powoli), a gdzie tu jeszcze słuchanie muzyki i pisanie o niej…

Koniec mędzenia, do roboty.

Płyta Darka Wojtasia i Z’eva PRO PAGAN DA na pewno należy do najmroczniejszych wydawnictw tego roku. Dwa utwory. Głęboki dron, (post)industrialne, ciężkie brzmienia. Słuchając pierwszego ma się wrażenie wpadnięcia w oko elektromagnetycznego cyklonu, jakby siedzieć samodzielnie w jakimś namiociku, czy samochodzie na wielkiej łące pośród szalejącej burzy. Niesamowite odczucie przelewających się mas dźwiękowych. Klasyka wzniosłości dynamicznej. Pięknie wydana w stylu karty okolicznościowej z płytowym wsadem. Polecam notkę na temat tej płyty u Darka.

Jeden  z Hatikowych Rafałów – X:NAVI-ET ma pracowity rok, a przynajmniej bogaty wydawniczo, bo pracowite były lata przygotowywania tych utworów. Na wiosnę mieliśmy winyl, a teraz ukazuje się kompakt z innym materiałem, opatrzony tytułem „Brain Overloaded”. Mój mózg się nie przeładowuje, mimo, że całkiem sporo słucham ostatnio analogowej elektroniki. Rafałowi daleko jednak od mody na rozwodniony new age. Płyta jest gęsta, duszna, od połowy mam wrażenie narastającej atmosfery napięcia i czegoś wiszącego w powietrzu. Słucha się jej mniej więcej jakby oglądać bardzo wciągający kryminał. I fantastyczna oprawa. (Dla ścisłości, płyta wyszła bodaj w czerwcu, a nie na jesieni, ale co to przeszkadza…)

Ktoś na serpencie napisał krótką recenzję nowej płyty Małych Instrumentów („Chemia i fizyka”) – że genialna. I to najlepsze podsumowanie. Jak rozmawiałem z Pawłem Romańczukiem już po wydaniu „Antonisza”, zapowiadał, że mają sporo swojego materiału i od wtedy czekałem (nie)cierpliwie. Podobnie jak na wcześniejszych płytach mamy tutaj humor i brzmienia wycyzelowane i wyszlifowane jak diamenciki. Ale dochodzi do tego jeszcze różnorodność kompozycji, a jak Instrumenty rozbujały się pod koniec to jest odlot jak Gagarin rakietą. Mam nadzieję, że dotrą kiedyś do Torunia (tą rakietą, oczywiście).

O Innercity Ensemble wspomniałem w jednej z wcześniejszych notek, a w końcu, dzięki uprzejmości Rafała i Ziemowita, płyta dotarła do mnie. Supergrupa zrobiła superpłytę (Zagrali: Radek Dziubek – laptop, perkusja; Rafał Iwański – gongi, perkusja; Wojtek Jachna – trąbka, flugelhorn; Rafał Kołacki – gongi, perkusja; Artur Maćkowiak – gitara, syntezator; Tomek Popowski – bębny, perkusja; Kuba Ziołek – gitara, sampler). Jest bardzo różnorodnie. Odtwarzacz startuje i pierwsze uderzenia mogłyby anonsować płytę Hati, ale  dalej zmieniają się proporcje i pojawiają inne instrumenty. Trąbka Jachny wprowadza elementy jazzujące, Kuba Ziołek fantastycznie gra na gitarze,  jeszcze gdzie indziej plumkają jak dzwoneczki dźwięki z samplera lub syntezatora. Darek (słusznie) polemizował z opisem serpentowym, który poszukuje zbieżności z No-Neck Blues Band, czy Sunburned Hand of Man (między innnymi), ale coś jest w tej intuicji, że też mamy tutaj fascynujące złożenie improwizacji z różnymi innymi nurtami. Darka uwagi krytyczne pozwalają z kolei oddzielić Innercity od projektów amerykańskich i dzięki temu widzimy ich oryginalność (jednocześnie unika się posądzania o naśladownictwo). Oby muzycy się rozpędzili i nagrali więcej takich płyt jak „Katahdin”.

A oto fragment:

Wejście smoka z gongami. Hati w znakomitej formie, tutaj podczas koncertu wraz z Darkiem Brzostkiem. Jeden długi, zmieniający się utwór. Początkowo miałem kręcić nosem – jak tu za jednym przysiadem złapać ciągiem 50 minut. Wróciłem do domu, wrzuciłem do odtwarzacza i poszło. I odechciało mi się marudzić, że niepodzielone. Hati świetnie stosują strategię grania z muzykami, którzy przełamują ich brzmienia perkusji i gongów, co wyraźnie zmienia charakter poszczególnych płyt. Po tegorocznych wydawnictwach Rafała, mam już nie aż tak cichą nadzieję, że może będą mieli ochotę na mariaż gongów i analogowych dźwięków w stylu „Mózgu przeładowanego”.

Pojawił się jeszcze nowy zestaw kasetek w Sangoplasmo, ale to może innym razem.