Tag Archives: Tonsil Fiesta Sat

Tonsil/Tannoy – korekty

24 Mar

W czasie, gdy jeszcze blog funkcjonował w swoim powolnym rytmie, zauważyłem, że trafiło tu kilka osób poszukujących informacji na temat Tonsili (Fiest Sat). Nie dziwię się, szukanie zróżnicowanych opinii i opisów sprzętu audio to normalna rzecz.

Z myślą o tych osobach winienem dodać pewne post scriptum.

Sprowadza się ono do porównania monitorów Tonsilowych z mniejszymi od nich kolumienkami Tannoy R1. Wszystkie pozostałe elementy takie same (wzmacniacz NAD 3240 PE).

Pierwsze wrażenie po zdemontowaniu tych pierwszych i zamontowaniu R1 było takie, że na Tonsilach słychać dużo szczegółów, a R-ki mulą. Okazało się jednak, że zadziałały dwie rzeczy – efekt porównania (łagodny dźwięk po ostrym) oraz misiowaty odtwarzacz Yamaha CDX-396 (który z Tonsilami misia wcale nie robił). Odtwarzacz sprawdziłem w innych konfiguracjach i faktycznie dodaje od siebie trochę lawy.

Długofalowo i przy różnych manipulacjach zestawieniami, Tannoye wypadają zdecydowanie lepiej. Przede wszystkim grają dźwięcznie, a jednocześnie barwniej, ze znacznie ładniejszym wypełnieniem dźwięku. Dłuższy odsłuch nie męczy, są bardzo przyjazne dla uszu. Podobno grają tym lepiej i lepsze da im się komponenty – nie wiem, tego nie sprawdziłem, chociaż jak się pojawi kiedyś możliwość, to chętnie. Dostały też szansę, by króciutko pograć w większej przestrzeni (chociaż bez porządnych standów) i zaczarowały przestrzenią i łatwością znikania, nawet bez specjalnie dopracowanego ustawienia.

Tannoye inaczej niż Tonsile podają porządek brzmień. Te ostatnie bardzo eksponowały struny gitary – Jethro Tull, King Crimson, czy ostatni Molok Mun brzmiały jak gitara i reszta, na Tannoykach nie ma tego efektu. Ja odbieram to jako bardziej korzystne zrównoważenie – ale, to pewnie kwestia gustu. R1 genialnie grają Autechre, Tonsile podawały elektronikę żywo, dynamicznie, ale R-ki na Autechre rewelacyjnie stwarzają odmienne plany brzmień jakby nakładały się na siebie różne przestrzenie akustyczne. Efekt potrafi być porażający – jakby pozamuzyczny.

Przy takim porównaniu – po kilka miesięcy na obie pary – obstawiam Tannoye. Nie wiem, czy ktoś się dokopie tego porównania szukając informacji o jednych lub drugich. Jeśli tak, przed jakąkolwiek decyzją o kupnie, namawiam na posłuchanie – w miarę możliwości – i porównanie.

Cała zabawa z odsłuchami jest dla mnie stosunkowo męcząca i uciążliwa, ale na etapie walk o zadowalające brzmienie głośno myślałem i zastanawiałem się nad różnymi opcjami. Niektóre pomysły okazały się błędne i jedno szczęście jak się uda taki błąd rozpoznać i wyciągnąć z niego wnioski.

I jeszcze późny dopisek – bo notka długo leżakowała jako szkic. Trochę pomanipulowałem kablami i opisany wyżej efekt planów i różnych przestrzeni na Autechre od nich zależał. Mówiąc krótko, gorsze druty bardzo psuły sygnał i robiło się bardziej płasko, bez efektu „łał, ale skomplikowana maszyneria”. Lepsze przepuszczały więcej muzyczności.

Reklamy

Shaolin shooting finger

27 Wrz

Sporo zmian sprzętowych w przeciągu ostatnich dwóch trzech miesięcy z hakiem, sporo prób z różnymi konfiguracjami i mało czasu, żeby to podsumować. Wychodzi też zmęczenie materiału (czyli instrumentu pomiarowego, czyli mnie).

Od końca: ten strzelający palec z tytułu zahaczył o igłę w gramofonie podczas przekładania białego winyla Zoli Jesus, a w rezultacie ją złamał. Tak przyspieszyło się nieuchronne i planowane (ale na później) zadziałanie wokół wkładki/igły.

Płyta nagrobkowa dla amatorów czarnych placków

Podobno są oczekiwania na informacje o płytce. Otóż, gramofon nie miał w ostatnich kilkunastu miesiącach łatwego życia: poleżał zapakowany na szafie, przez jakiś czas stał na wzmacniaczu, wreszcie znalazł własne miejsce, a później na dodatek otrzymał osobistą płytkę nagrobkową, tj. granitową podstawę. I gra ona.

Taka izolacja od drgania otoczenia poprawiła w zasadzie wszystkie aspekty muzyki (Ziemek świadkiem): polepszyła się dynamika, dźwięki stały się wyraźniejsze, barwy urozmaiciły. Kraftwerk oraz LCD Soundsystem ładnie i z większą werwą zaczęli wybijać rytm i zniknęła taka „analogowa” guma do żucia, która się ciągnęła. Sporym pozytywnym zaskoczeniem było również odsłuchanie Starving Weirdos „Land Lines”. Przedtem na tej płycie dominowała miła, płynąca magma dźwiękowa. Podłożenie granitu zróżnicowało magmę i pokazało, że składa się ona z rozmaitych odrębnych dźwięków (i miło jest nadal!). Swoją drogą, płyta bardzo fajna i bardzo odmienna od reszty dorobku tej grupy:

 

Wzmacniacz strychem pachnący

Strychem, szafą, piwnicą, czy czymś w tym rodzaju. Spośród jego wad to jedna z dwóch. Druga: brak pilota. A 1 poszedł w świat i dołączył (z sukcesem) do (byłych moich) Tannoyek. Jego miejsce, dzięki uprzejmości Ziemka, zajął stary NAD 3240 PE. Początek nie był obiecujący, bo na dużych kolumnach było za ostro na górze. Sporo później okazało się, że zadziałała wcześniej wypróbowana sztuczka – zamieniłem kable głośnikowe na Melodikę. I szok. Jak to wszystko ładnie, ciepło i kolorowo zagrało. Jak zwykle sprawdzałem na mydle i powidle: Astral Social Club – jakie przyjemne, mieniące się barwami rytmiczne hałasowanie:

Serge Gainsbourg – bardzo fajnie. Luise Attaque – akustyczna gitara na samym początku płyty wyrwała z trampek. Przy Sonic Youth zacząłem się zastanawiać, czy nie jest zbyt ładnie i przyjemnie (w końcu trochę hałasują) – zawsze trzeba trochę pomarudzić. Niestety dobre było chwilowe z dwóch powodów. Pierwszy – kable za krótkie, roboczo mogłem je na chwilę podpiąć i na tym koniec. Drugi, różnica w podpinaniu obu wzmacniaczy do Tonsili wypada zdecydowanie na korzyść 3240 (więc z dużymi kolumnami została 320). Większe zróżnicowanie barw, bardziej otwarta, ale nie jazgocząca góra. 320 okazała się tu bardziej matowa, co czasami dawało się bardziej we znaki, na przykład na Mind Over Mirros:

Konkluzje są takie: Jestem już zmęczony słuchaniem sprzętu. Sęk w tym, że jak coś nie gra, to trudno słuchać muzyki. Jak wcześniej pisałem, Tonsile nie do końca są moim typem dźwięku. Być może najbardziej uwiera mnie to, że nie są dobrą opcją na rockowe ściany dźwięku, mimo, że nie słucham wcale wielu takich płyt (tym bardziej wieczorami). Więc może, to nie jest najgorszy kompromis. Gdzieś wyczytałem kiedyś opinię, że Tonsile Fiesta (Sat – tutaj) dobrze łączą się z NAD-em. Potwierdzam, ze zdecydowanym wskazaniem na starego 3240. Staję się fanem Melodiki. W tym zestawie łączówka Real Cable, która kiedyś tak ładnie poradziła sobie z A 1 nie zdała egzaminu i Purple Rain (czyli Melodika) wypada zdecydowanie lepiej. I jeszcze śmieszna rzecz na koniec: piszę o tym jak grają kable i płyta granitowa nawet, ale różnic w brzmieniu podłączanych odtwarzaczy cd to nie słyszę (albo prawie nie)!