Archiwum | kasety RSS feed for this section

Porwany przez obcych

22 Paźdź

Jak na standardy krążenia kaset, ta jest już stara, bo liczy sobie prawie rok, wyszła w listopadzie 2011 wydana przez Digitalis. Wszystko się tu ładnie, spójnie skleja – muzyka, oprawa graficzna i tytuły. To bardzo przyjemne retro futuro sf – jeden rzut oka na okładkę i widać jakiś fantastyczny krajobraz obcej planety rodem z gry komputerowej z lat osiemdziesiątych. Alien Abduction, Alien Procession, Outland. Pierwszy z nich to miłe pomieszanie kosmiczno syntezatorowych dźwięków z podobnie syntezatroowymi dźwiękami przypominającymi silniki rakiet, promienie światła i inne. Drugi to spowolniona operacja oglądana z oddalenia, przez szybę. Trzeci, podróż nad obcą planetą jako bonus w ramach porwania, sporo plam dźwiękowych, sporo dronów i czasem rytmy. Wszystko oczywiście syntezatorowe. Gdyby w czasach podstawówkowej fascynacji Jarrem, Tomitą, Kraftwerkiem, czy TD były szeroko dostępne takie obce porwania na syntezatorach, to pewnie niejeden z nas oszalałby ze szczęścia. Oczywiście w trakcie badania przez obcych.

Alien Procession:

Słońce uskrzydlone

14 Maj

W rozwijającym się ciekawie i intensywnie podziemiu kasetowym rozpowszechnił się zwyczaj przygotowywania pakietów. Pakiet zawiera pracę różnych artystów i zwykle liczy sobie 4 kasety. Oto taki pakiet, który pochodzi z Winged Sun:

Kasety z Winged Sun

Pierwsze wrażenie przy bliższych oględzinach: garaż! Grafika jednostronna. Kasety z białą naklejką tylko z jednej strony z odręcznie dopisanym numerem. Nie należy się jednak zrażać, bo ta punkowa postawa przynosi cztery bardzo ciekawe zestawy dźwięków.

KUNLUN

Kunlun „K3 Surfaces” zawiera muzykę przywodzącą na myśl superkomputery, które w roku 2533 grają w gry na starociach typu Spectrum, Commodore, Atari czy Amstradz. Brzmienia nie mają jednak w sobie w ogóle ostrości charakterystycznej dla tych oldskulowych maszyn. Na początku, w „A1 K3 DO” mamy jedynie łagodny, choć dość szybki puls i zmiany w tle. Utwór na rozgrzewkę. „A2 K3 SH” przynosi już skojarzenia z biegającymi stworkami z Jet Set Willy, czy Manic Minera oraz lot rakiety z Jet Paca. Muzyka przyspiesza i dzieje się tutaj więcej. W „A3 K3 CO” pojawia się przerywany delikatny dron, na który nakładają się warstwy jaśniejszych tonów. Przysiągłbym, że gdzieś w środku wyłaniają się dźwięki przypominające ruchome kule z Knight Lore. W drugiej połowie utworu pojawia się natarczywy dźwięk krążący jak gdyby odbijał się od ścian i wypycha początkowy dron. „A4” zamykający stronę uspokaja sytuację brzmieniem nieco wycofanym i wprowadza delikatniejszą nerwowość rozjeżdżającymi się motywami.

Druga strona zachowując klimat pierwszej, w mniej bezpośredni sposób kojarzy mi się z konkretnymi grami. Zaczyna się znów od delikatnego, choć tym razem bardziej zdecydowanego dronu. Gdzieś w połowie pojawiają się zdarzenia na jego powierzchni rozgrywane w wyższych rejestrach. „B2 K3 CD” zaczyna z przeciwległego bieguna, wysokimi dźwiękami brzmiącymi jak komputerowe fujarki. Te prowadzą do wielkiego, ponad dziewięciominutowego finału, który zbudowany jest glitchowo, choć bez charakterystycznych trzasków. To bardziej maszyna, która się zacięła i wciąż powtarza to samo (prawie to samo) niż usterki w przesyłanym przekazie. Później dochodzi następna maszyna i jeszcze następna.

Fantastyczna kaseta i jeśli ktoś lubi Luke’a Abbotta „Holkham Drones”, to Kunlun polubi na pewno. Tam gdzie „Holkham” idzie raczej w stronę popowo-new-age’ową, Kunlun sięga w stronę komputerowych staroci i kojarzenia starych gier z kreskówkami. Wszystko do odsłuchania i sprawdzenia czy nie nakłamałem:

ANNAPURNA ILLUSION

Max, artysta tworzący projekt High Wolf okazuje się związany z trzema pozostałymi kasetami. Annapurna Illusion jest przez niego opisywana jako ciemna strona wobec jasnej strony High Wolf. W takim razie kasetę zatytułowaną „Annapurna Illusion / Annapurna Hellvision” należy potraktować jako wyprawę do ciemniejszej części ciemnej strony. Kaseta zawiera trzy utwory, krótki wprowadzający „Argos”, w którym niepokojące uderzenia niczym echo odległej burzy wprowadzają nas w nastrój. Po czym następuje znacznie dłuższy „Undecision” z dość powolnym transowym rytmem, któremu towarzyszą odległe, rozbujane i pełne pogłosów dźwięki dzwonków i gongów. I tak rozkołysany słuchacz nie zauważa jak strona dobiega końca i trzeba pędzić do magnetofonu, żeby przełożyć kasetę na drugą stronę.

Całą stronę B zatytułowaną Annapurna Hellvision wypełnia jeden utwór opisany we wkładce jako „Untitled”. W miejsce rozkołysanego rytuału wchodzi niepokojące rozwibrowanie. Jak gdyby obszar wielkości sporego jeziora zamienił się w gigantyczną membranę i zaczął drgać usiłując mruczeć jak kot. Przy odpowiedniej głośności, można odnieść wrażenie, że cały świat zaczął wibrować, a gdy pojawią się jeszcze do tego kosmiczne odgłosy wydaje się, że ten rozwibrowany kawał rzeczywistości uniósł się i zaczyna dryfować w przestworzach. Co można sprawdzić TUTAJ.

Lub tutaj:

A na deser Annapurna Illusion, ale bardziej kosmicznie-lightowo: