Tag Archives: odsłuchy wzmacniaczy

Wzmacniacz konserwatywny

19 Mar

Wracają przepychanki sprzętowe.

Choć przepięcie NADa do Tonsili okazało się dobrym rozwiązaniem, to już CA sparowany z Waflami dobitnie ukazał znaczenie „zgniłego kompromisu”. Najogólniej rzecz biorąc: wycofały się niskie tony i część średnicy (wokale zaczęły się bardziej chować) oraz zagubiły informacje o wszelkich szumach, brumieniach, falowaniach itp. Rezultat posiada pewne zalety i jeszcze więcej wad. Więc po kolei, przelot przez płyty:

Ostatnia płyta Ricardo Donoso („Assimilating the Shadow”) zniknęła i trzeba było podkręcać głośność, żeby cokolwiek słyszeć. To był jeden z przykładów (po Schulzu wcześniej), że CA syntezatorów nie lubi raczej. Problem syntezatorów powtórzył się na „Musick to Play in the Dark vol. 2″” Coila. Ktoś, kto płyty nie zna, zastanawiałby się, dlaczego pierwszy utwór jest aż tak idiotycznie cicho, a drugi równie idiotycznie monotonny. Czyli, czemu płyta zaczyna się dopiero od trzeciego kawałka? W drugim utworze wyszło coś słyszalnego już wcześniej (Schulze), że CA nie oddaje w ogóle charakterystycznego „pływającego” brzmienia syntezatorów. Pływanie znika, zamiast tego pozostaje prosta stukanka.

Andy Stott („We Stayed Together’) – dobite i zatopione. Gdybym nie słyszał wcześniej w innych konfiguracjach, zastanawiałbym się co to za bubel. Ta fascynująca feeria brzmień, mgła rozrzedzona wokół uderzeń praktycznie zniknęła.

Z kolei grając „I Am Kurious Oranj” The Fall, przekonałem się, jak brzmi nowofalowa grupa, w której bas nie brzmi jak ruch płyt tektonicznych.  Zniknął on bowiem niemal całkowicie i między głosem Marka E. Smitha a szarpaniem strun gitary rozpostarła się pusta przestrzeń.

Blimp za to dokonał ostatecznej masakry. Momentami płyta zamieniała się w szpilki wysokich tonów i rozlany buczący bas. To już nie była muzyka. Uurocza, bardzo ciekawa postrockowa płyta zamieniła się w „sonic warfare”.

Przewidywalnie całkiem: ładnie zagrało Isotope 217 „Unstable Molecule”: mały skład, jazzujący do tego,  spokojnie mieścił się w przekazie, pomiędzy instrumentami była miła przestrzeń. W takich przypadkach, wyakcentowana perkusja była podawana z ładnym oddechem, co zwiększało wrażenie jej dynamiczności. I po tej samej linii, Tortoise też nieźle („Standards”), z wyjątkiem momentów, kiedy pojawiały się zanieczyszczenia i szumy (początek płyty), albo robiło się gęściej. Wtedy przejrzysta, kulturalna dynamika gubiła się co nieco.

I jeszcze w tym duchu – Talking Heads („Speaking in Tongues”), ze swym przejrzystym układem instrumentów, też nieźle.

Ciekawy efekt ukulturalnienia pojawił się na jakiejś płycie, której nie pamiętam (długi dzień w pracy, jak się przypomni, to dopiszę): wszystkie brudy, szumy itp. zostały tak zdławione, że praktycznie nie uczestniczyły w grze, a reszta kulturalnie zamieniła się w trzy, czy cztery przejrzyste źródła dźwięku.

Ogólnie nie było fajnie, większość płyt, która miała pograć, irytowała mnie szybko i wracała na półkę. Za to taka mnie myśl nachodzi: wyraźnie widać, że charakterystyka brzmienia faworyzuje starsze, bardziej standardowe, klarowne realizacje (w małych składach najlepiej). Z kolei, wszelkie brzmienia przybrudzone lub w ogóle brudy, szumy, brumy i inne nieczystości robiły źle. Problem w tym, że te drugie to ważny (dominujący?) składnik bodaj wszystkich kupowanych przeze mnie płyt w ostatnich latach. Być może to charakterystyka czasu, być może tylko moich preferencji, wychodzi jednak na to, że CA A1 jest konserwatywny w swoich upodobaniach muzycznych (w zależności od interpretacji: albo w wymiarze moim/jednostkowym, albo zmian w muzyce w ogóle).

I to jest intrygujące, od dość dawna żywię daleko posunięte przypuszczenie, że nasze sprzęty (współ)określają nasze gusty muzyczne – jak czyjś zestaw ma dobrą dynamikę, to ten ktoś lubi nurty popukiwane itd. Ale tutaj pojawia się inny wymiar tej preferencji. Nie mam wątpliwości, że CA gra w taki sposób, że niektórym osobom przypadnie to do gustu. I jednocześnie, rozstrzygnie on za nich, czego nie lubić – niezrozumiałych realizacji Coila, nieciekawej naparzanki Stotta, zepsutej realizacji Blimpa, nudy Klausa Schulze.