Archiwum | Luty, 2013

Muslimgauze jako nadmiar rozkoszy

22 Lu

M-Coup CD Wspomniany kilka notek temu brak Muslimgauza w Wire’owych (i innych) zestawieniach rocznych, przy jednoczesnej dużej karierze (dobrych i bardzo dobrych skądinąd płyt – piję do odbiorców robiących listy, a nie do artystów) wydawnictw PAN, Andy’ego Stotta, Raime, Emptyseta, Opal Tapes (to ostatnie raczej w wymiarze sukcesów mierzalnych inaczej, bo nie w postaci obecności na listach) i innych pokrewnych można tłumaczyć Žižkiem: Muslimgauze jako nadmiar (rozkoszy), który musi zostać usunięty, ale pozostając na zewnątrz (na marginesie?) systemu gwarantuje jego spójność i tożsamość. I faktycznie, to właśnie na płytach Muslimgauze’a odnaleźć można kanoniczny splot elektroniki, industrialu (i jeszcze elementów folkowych). Wróćmy do nagranej w 1987 roku „Coup d’Etat” (moje wydanie jest późniejsze i zawiera jeszcze połowę LP „Abu Nidal” z tego samego roku oraz dwa remiksy). To 7. płyta w katalogu Muslimgauze’a (według discogs), czyli bardzo wczesna. Gdyby minimalnie (i nie więcej!) pomanipulować przy brzmieniu, spokojnie można by ją sprzedawać jako nowość w katalogu PAN, albo Opal Tapes.

W tym sensie, Muslimgauze należy do systemu. Jego wypływ wydawnictw jest niczym oś, obok której zdarzają się bardziej efemeryczne rzeczy. Nie wiem, jak wyglądał i czy w ogóle był bezpośredni wpływ Muslimgauze’a na wspomnianych artystów, bądź innych zbieżnych. Trudno jednak uznać, że nie było żadnego pośredniego, skoro mamy tutaj z kanonicznym określaniem powiązań i przekroczeń granic gatunkowych.

M-Coup 1

Jednocześnie, Muslimgauze musi być naddatkiem wykluczonym, traumatycznym, niemożliwym do wchłonięcia (jak najdosłowniej!), ponieważ branie go pod uwagę co roku w zestawieniach rozbiłoby mechanizm nakręcania się coraz to nowymi ścieżkami, nurtami i wydawnictwami. Nieustanne przenoszenie uwagi rządzone logiką tyranii chwili rozbija się o dziesiątki albumów Muslimgauze’a jak o kulturową skałę.

Tak więc sam sobie odpowiedziałem na wcześniejsze marudzenie.

M-Coup 2

 

A teraz jeszcze pozytyw dla tych, dla których Muslimgauze nie będzie fantazmatycznym suplementem. Posłuchanie bardzo ciekawych wydawnictw PAN, Stotta, Raime, a zwłaszcza Opal Tapes, sprawia, że samo Muslimgauze zaczyna brzmieć inaczej. Zwłaszcza wczesne nagrania. Dostrzega się inną świeżość. Ale przede wszystkim pojawia się ciekawy efekt oczyszczający – wyobrażając sobie „Coup’ d’Etat” jako nowe wydawnictwo Opala, przestaje się słyszeć tę płytę jako wczesnego Muslimgauze’a, czyli takiego niedo-, w fazie rozruchu, czy rozpędu, a zaczyna zauważać innego Muslimgauze’a. I wtedy na półce z literą „M” robi się duży ruch.