Tag Archives: DAC

Raczej siedzenie niż bieganie, ale…

14 Mar

Świat zadziwiać nie zaprzestaje. Tylko przepiąłem NADa i Tonsile dostały kopa. Gdyby ktoś zrobił mi po omacku test, to w życiu nie powiedziałbym, że to te same głośniki – nabrały blasku, wydobyły szczegóły i szaleją. Jak ktoś czytał przedostatni wpis, to teraz może dopisać przy nim wielki nagłówek: „nie podpinać Tonsili do CA A1, grozi irytacją”. NAD napompował je muzycznością, kolorami, dynamiką i basem, a one wszystko wchłonęły i intensywnie z siebie wypromieniowują. Aż boję się pomyśleć, co by było, gdyby podłączyć je do sprzętu z wyższej klasy.

Głośniki oszalały do kwadratu, kiedy wpiąłem nowe źródło – netbooka z zewnętrzną kartą/Dakiem. Dostały tyle szczegółów, że nie uwierzyłem. Pojawiły się bardzo wyraźne przydźwięki z szarpania strun gitarowych (sprawdzone najpierw na cd-ku Nine Inch Nails, pierwszy utwór na „Fragile” płyta Left, a później na flacu I Led Zeppelin), o których wcześniej nie było sensu nawet myśleć.

Są też gorsze strony tego dobrego. Pierwsza – bardziej chciałoby się słuchać muzyki niż robić cokolwiek innego, a roboty mnóstwo, więc frustracja, że tylko półuchem, albo w biegu, wyrwana minutka, no może dwie. Druga – jednak potencjału Wafli szkoda, bo CA je odchudził i dźwięk spłaszczył. Znoszą to co prawda dzielnie i jest przyzwoicie, ale ponieważ pamiętam jak potrafiło być, to jednak król ból. No i żeby nie było tak idealnie – jednak przy gęsty materiale Tonsile troszkę potrafią się przydusić, mimo bardzo zróżnicowanej palety brzmień.

Najbardziej zadziwia mnie (poza dziwactwami źródeł – netbook brzmi CHYBA lepiej od regularnego cd-ka [do sprawdzenia!]) pewien aspekt estetyczno-poznawczy. CA nie gra źle przecież, jest taki „przyjazny”, czy „przyjemny” w swoim wyrazie, ale muzyka nie wciąga. Oglądany z zewnątrz problem nie istnieje – gra toto wszystko z grubsza tak samo, piosenka jest piosenka, koniec. Więc nie wytłumaczysz osobie postronnej. I jak to wyjaśnić? Przyzwyczajeniem?

No dobrze, wstawiam edit do przedostatniego wpisu, żeby patrzeć tu. Robię nową kategorię „słuchanie sprzętu”.

I jeszcze, żeby było porządnie, nowa konkluzja: Sun Araw zabrzmiało znacznie lepiej, więc może uda się znaleźć właściwy dźwięk, dużo lepiej też wypadły zamglone, zaszumione bity Andy’ego Stotta („We Stayed Together”). Głosy nadal fajnie, ale też pojawiało się sporo szczegółów przy innych okazjach (wspomniana gitara, perkusjonalia – np. Liquid Liquid. Nadal dobra dynamika (The Kills, „Midnight Boom”). I zaczęła się bardzo różnicować przestrzeń (studia?, wirtualna, wpisana w płytę?). Bogaty (brzmieniowo) wzmacniacz wydobędzie z Fiest Sat dużo dobrego, dużo więcej niż podejrzewałem na początku. W sieci są oczywiście spory, jak to zawsze, czy dobre, czy złe. Ale po tym, co dziś i wczoraj usłyszałem, rozumiem już tych, co twierdzą, że te kolumny w swoim zakresie nie mają konkurencji. Ja nie mam rozeznania, żeby to zweryfikować, ale dziś i wczoraj wypadły celująco w kategorii „przyjemne słuchanie” i to starczy. Rzeczywiście, zdają się trochę dusić przy gęstszych ścianach (dziś: Godspeed You! Black Emperor), ale muszę jeszcze poeksperymentować ze źródłami. Pojawiają się spore różnice (większe niż bym się spodziewał) w zależności od tego, czy to gramofon, czy cd-ek, czy netbook

Słuchałem dziś kilku fragmencików „Haus der Luege” na Waflach i CA. Tutaj nawet psucie brzmienia nie zepsuło fantastycznej płyty, więc stosowny fragment słowno-muzyczny z Twojej Rury: