Tag Archives: Monopium

Opiumatyczne koncerty

8 Paźdź

Nowy sezon kulturalny startuje, czyt. wracają koncerty w „Domu Muz”. Na  które zapraszam i namawiam, bo artystycznie zawsze są bardzo dobre lub jeszcze lepsze, kameralna atmosfera sali jest bardzo przyjazna dla delektowania się muzyką, a nagłośnienie takie, że słucha się z przyjemnością i nic nie odciąga od rzeczy zasadniczych.

Poniżej cytuję, co Ziemowit rozsyłał na temat koncertu, który odbędzie się w najbliższy czwartek:

„10.10.2013 r. (czwartek) godz. 20:00
OPIUMATHIC i Michał Majcher, IN MEMORIAŁ

IN MEMORIAM – realizacja autorstwa OPIUMATHIC i Macieja Sypniewskiego
składa się z koncertu i instalacji fotograficznej. Wspólnym
mianownikiem działań wykorzystujących dźwięk i obraz jest próba
uchwycenia ,,śladów pamięci”, momentów wyłaniania się i zatracania
sensów i znaczeń informacji, której nośniki poddawane zostają
manipulacji, rekombinacji, degradacji (także fizycznej).
Instrumentarium wykorzystane w realizacji obejmuje m.in.: aparaty typu
polaroid, projektory video, samplery, modulatory, procesory dźwięku,
mikrofony.
OPIUMATHIC – duet: Michał Majcher (głos, preparacje), Marcin
Olejniczak (preparacje i modulacje, intuicyjne programowanie),
wykonawcy odnoszący się w swoich realizacjach do dokonań twórców z
obszaru nurtów: postindustrial, muzyka konkretna, power electronics. W
swej działalności bazują na improwizacji, próbach dekonstrukcji i
rekonstrukcji dźwięku (z uwzględnieniem głosu ludzkiego i audiosfery
codzienności).  Aktualne muzyczne spotkania duetu koncentrują się na
elektroakustycznych poszukiwaniach środków wyrazu. Ostatnie realizacje
OPIUMATHIC to: ,,Voice Circus” (podczas ,,Permutacji” – CKiS w
Koninie, 2012), koncert (podczas ,,Restytucji” – CKiS w Koninie,
2013), koncert (w ramach cyklu ,,In Progress” – CSW ,,Łaźnia” w
Gdańsku).

Michał Majcher – mieszka w Płocku, indywidualne projekty realizuje
jako Monopium (płyta ,,Mesmerized” wydana przez Beast of Prey, ,,The
goat and the dead horses’circus” ukazała się nakładem wydawnictwa
Zoharum), jest także członkiem zespołu Schröttersburg. Współpracuje z
niezależnymi czasopismami, m.in.: Die Leere, Apostazja, Hard Art.

Marcin Olejniczak – mieszka w Koninie, od 1996 roku realizuje projekty
intermedialne, koncertuje.

Maciej Sypniewski – mieszka w Koninie gdzie prowadzi najstarszy w
mieście zakład fotograficzny. Realizuje akcje fotograficzne,
organizuje warsztaty, prowadzi wykłady (m.in. w ramach cyklu ,,Rozmowy
o fotografii” – CKiS w Koninie), jest uczestnikiem wystaw
indywidualnych i zbiorowych. Ostatnia prezentacja: ,,Wiatr wieje tam,
gdzie chce” (instalacja intermedialna – PWSZ w Koninie, 2013 –
wspólnie z M. Olejniczakiem).
Wstęp wolny

https://www.facebook.com/events/515812615176132/

Tak się teraz kręci gałkami:

I jeszcze spokrewnione Monopium, o którym wcześniej pisałem:

Reklamy

Cyrk martwych koni i kozioł

29 Sty

Zaczyna się industrialnym pomrukiem i bębnieniem trochę w stylu Amona Tobina, jakiś głos. Ewidentnie coś wisi w powietrzu, to tu, to tam pojawiają się różne dźwięki i odgłosy, a atmosfera napięcia pozostaje nierozładowana do końca utworu. Muzyka gaśnie wraz z zanikającym głosem. „Marmur”. Bębnienie powraca, ni to okrzyk, ni to śmiech. Skwierczenia winyla, powtarzający się prosty motyw, niepokój jest podtrzymywany. Tym razem industrializująca, maszynowa repetycja pracuje w tle, a później w tle tego tła. „Piramidy” przynoszą dźwięk płynący do tyłu. Aż wreszcie w „Cyrku martwych koni” wraca kabaretowo-pozytywkowy klimat z pierwszej płyty. Wydaje mi się, że efekt nakręcania pozytywki robi dźwięk przeładowywania karabinu, słychać zresztą strzały, gdzieś w oddali, tak, że za chwilę nie wiadomo, czy na pewno były. I znów jakieś maniackie gadania w niezrozumiałym języku. Odzywają się syreny i kobiecy głos (Emma Wyrd) powtarza po francusku „uwaga”. Tutaj pomyślałem sobie, że estetycznie Monopium najbliżej ma na tej płycie do Drahomira Song Orchestra. Tak samo brudne dźwięki, tak samo niejednoznacznie składające się plany i podobnie, mimo posługiwania się elementami charakterystycznymi dla różnych stylistyk, nie sposób całości łatwo gatunkowo przyszpilić. No chyba, że jakoś tak: plądrofonia robiona z postindustrialną wrażliwością. No i wilk wywołany: „zabójcy” opierają się na powtarzającym się mocnym uderzeniu z ogonem w postaci plusku wody. A ta „właściwa” muzyczność dzieje się gdzieś z tyłu, jakieś smyczki, czy coś takiego. „Fade away” przynosi odprężenie w postaci dźwięku (dętego chyba?) szukającego swojej drogi, a przez to nieustabilizowanego. „Lights & serpentines” odpręża jeszcze bardziej dzięki powtarzającemu się uderzeniu w pianino. Błogość osiąga ironiczne apogeum w „La primavera” (przywodzące na myśl „refleksyjne” momenty na płytach Der Blutharsch) i jej centralnym motywie granym na harmonii wraz z męskim głosem mówiącym coś (chyba) po niemiecku i (znów) industrialnym szuraniem w tle. Później chaos wraca, a stawiające opór organizacji dźwięki rozrywa nagła cisza. „As-sawira'” wraca do nieco spokojniejszego nastroju, choć lołfajowo podany motyw tyleż wycisza, co niepokoi, trochę jak w odmętach pamięci Caretakera. Całość zamyka śpiew Euski w powtórzonym „La primavera (my final bell)”, otoczony nawracającym dźwięku pianina.

Duże odejście od kabaretowo-surrealistycznej pierwszej płyty. Utrzymująca się przez całą płytę atmosfera niepokoju przyjmuje bardzo różne postaci. Głosy mówiące w znajomych, a nierozpoznawalnych językach, urywki melodii, szumy i uderzenia. Michał czerpie z różnych stylistyk i inspiracji, i splata z nich spójną, klimatyczną całość. Lubiący wspomnianych Drahomirę, czy Caretakera powinni bez mrugnięcia okiem wtopić się w klimat.